Chodź, pomaluj mój świat


Choć fabuła "Dawcy" - książki Lois Lowry, jest świetnie skonstruowana i zapada w pamięć na długi czas, to z ciężkim sercem muszę stwierdzić, że prawdopodobnie z filmem podobnie nie będzie. Nie dlatego, że ekranizacja jest na słabym poziomie i książce nie dorównuje. Po prostu twórcy zdecydowali się przenieść bestseller Lowry na srebrny ekran o jakieś 10 lat za późno, choć Jeff Bridges nabył do niej prawa zaraz po jej wydaniu. Nie chodzi o to, że "Dawca Pamięci" będzie finansową klapą - o nie, to nie tak. Film zarobi grube miliony, bo temat antyutopii z nastoletnim wyzwolicielem to dziś numer jeden na liście najlepiej sprzedających się filmowych wątków (w samym 2014 roku do kin weszły lub wejdą aż cztery superprodukcje o tym opowiadające). Problem w tym, że film przez czas i wymogi teraźniejszego odbiorcy stracił wiele na wartości artystycznej, której potencjał drzemie na stronicach książki Lowry. Bo jakie czasy, takie ekranizacje.

Głównym bohaterem filmu jest Jonas (irytująco przypominający Macieja Musiała, Brenton Thwaites), nastolatek żyjący w szczelnie zamkniętej społeczności rządzonej przez radę starszych. Ludzie wiodą tam spokojne, beztroskie życie, nikt się nikogo nie boi, każdy ma przydzielone zajęcie i miejsce na szczeblach społeczeństwa. Nie wszystko jest jednak tak kolorowe jak by się mogło wydawać, a właściwie nic nie jest kolorowe, bo przez "lek", który każdy mieszkaniec musi codziennie zażywać, ludzie tracą możliwość widzenia kolorów i posiadania jakichkolwiek emocji. Nie mogą również przekraczać granic miasta, w którym żyją, w przeciwnym razie zostaną "zwolnieni" co zbyt wiele wspólnego ze zwalnianiem nie ma... Podczas przyznawania życiowych zadań każdemu z młodych mieszkańców, Jonasowi przydzielone zostaje najważniejsze z nich - przechowywanie wspomnień ze świata, którego już nie ma. Od tej pory ten nastolatek, dzięki pomocy tytułowego dawcy (Jeff Bridges we wspaniałej formie aktorskiej) codziennie poznaje kolejne sekrety, uczucia i barwy, a razem z nimi w jego głowie pojawiają się pytania, dlaczego żyje w tak szarym świecie i co należy zrobić, aby to zmienić.


Oglądając początkowe sceny filmu, w których poznajemy bohaterów, ich świat oraz jak to wszystko funkcjonuje można odczuć lekkie zmieszanie. Mieszkańcy z pozoru utopijnego miasta, otumanieni tajemniczym środkiem zmywającym z nich wszelkie uczucia zachowują się nad wyraz świadomie. Przed seansem byłem przekonany, że ludzie bez uczuć będą zachowywać się raczej jak roboty, Phillip Noyce zdecydował się jednak na inne przedstawienie problemu stąd uśmiechający się od ucha do ucha, dbający o niemowlęta i miłujący przyrodę oraz poprawność językową ludzie bez uczuć. Brak logiki wali po oczach jak tir na długich, ale da się przeboleć.

Choć "Dawca pamięci" adresowany jest w dużej mierze do młodego widza, obawiam się, że dzisiejsze pokolenie może nie pojąć pewnych zachowań głównego bohatera. Nie ubliżam współczesnej młodzieży (tzn ubliżam, ale nie teraz), po prostu staram się postawić w ich sytuacji. W czasach, w których niegdyś pozytywnie wybrzmiewające cechy takie jak uczciwość i praworządność zostały przemienione w postawy negatywne o nowej, dźwięcznej nazwie "frajerstwo", a poprawność nie jest już czynieniem dobra, a ustępowaniem mniejszości bez względu na to czy ma rację i co sobą prezentuje, ciężko jest zrozumieć reakcję chłopca, który widząc jak człowiek na wojnie strzela do innego człowieka zaczyna panikować, z oczu płyną mu łzy i nie wie co ma ze sobą zrobić. 


Nie wiem jak z książką Lowry, bo znam ją jedynie ze streszczeń, ale w filmie Noyce'a nie uświadczymy niczego nowatorskiego jeśli porównamy go do najbardziej znanych tytułów gatunku nastoletniej antyutopii takich jak "Igrzyska śmierci", czy "Niezgodna". Po raz kolejny dowiadujemy się, że coś takiego jak Utopia nie ma racji bytu, a za każdymi rządami kryje się nikczemność, hipokryzja i zakłamanie. Na pochwałę zasługuje za to przedstawiony w "Dawcy Pamięci" świat, z początku pełen szarości, jednak z czasem nabierający pełni kolorów. Modernistyczna, bardzo symetryczna architektura, robi spore wrażenie, podobnie do kostiumów, którymi w większości są robocze uniformy mieszkańców zawieszonego we mgle miasta. Świetnym zabiegiem jest również wykorzystanie pięknych i barwnych, archiwalnych fotografii i ujęć filmowych przedstawiających ważne dla świata i ludzi wydarzenia, które widzi Jonas podczas poznawania czym są emocje. Te szybkie, ale treściwe pokazy slajdów, opatrzone wzniosłą muzyką Marco Beltrami'ego powodują uśmiech i wzruszenie nie tylko u nastoletniego odbiorcy pamięci, ale również u nas - widzów. 


Pomimo tego, że "Dawca pamięci" wypełniony jest gwiazdorską obsadą (Oprócz Meryl Streep i Jeffa Bridges'a, niewielkie role odegrali tu Alexander Skarsgard, Katie Holmes i Taylor Swift), nie wszystkim znanym nazwiskom należy się aplauz. Skarsgard po raz kolejny udowadnia, że poza ponurym, tysiącletnim wampirem z "Czystej krwi" nie wychodzi mu nic, a Katie Holmes miała tu tylko robić poważną minę i mówić nauczycielskim tonem, co i tak wyszło jej miernie. Oczu za to nie da się oderwać od starej gwardii, czyli duetu Streep & Bridges. O ile Jeff od lat trzyma najwyższy poziom, tak Meryl po raz pierwszy od dawna nie "przeaktorzyła" swojej roli. Jako wyzbyta uczuć dyktatorka spisała się wyśmienicie.

Mocno młodzieżowo zekranizowany "Dawca" może być filmem dość uniwersalnym. Zależy to od sposobu w jaki się do niego podejdzie, gatunkowego gustu i znajomości podobnych tytułów. O ile "Niezgodna" była dla mnie ogromnym nieporozumieniem, o tyle "Dawca pamięci" mimo pewnej naiwności, może śmiało zająć miejsce obok świetnych "Igrzysk śmierci". I jest to chyba najlepsza rekomendacja.

TYTUŁ: Dawca pamięci
REŻYSERIA: Phillip Noyce
OBSADA: Brenton Thwaites, Jeff Bridges, Meryl Streep

ROK PRODUKCJI: 2014

Share on Google Plus

About Michał Gaca

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

0 komentarze:

Prześlij komentarz